czwartek, 20 lipca 2017

My i władza

  Siedzę tak sobie przy tytułowej kawie i koniaku (ale dobrobyt) i zastanawia mnie jedno - dlaczego my jako naród jesteśmy tak łatwowierni i nie umiemy wyciągać wniosków z wcześniejszych sytuacji. Myślę o wyborach. W tym miejscu chcę dodać, że nie należę do żadnej partii ani nie jestem żadnej z nich zwolennikiem. Wszystko co tutaj piszę są to moje, zwykłego "zjadacza chleba" przemyślenia i obserwacje i zarzucanie mnie jakiejkolwiek stronniczości jest bezpodstawne. Wszelkie obraźliwe czy niepochlebne komentarze pod tym postem (jak i zresztą pod innymi) są mi zupełnie obojętne gdyż jako prawdziwy Polak wiem wszystko najlepiej i zdanie innych dla mnie się nie liczy ;). To tak gwoli sprostowania. A teraz myślę sobie dalej...
Przed każdymi wyborami obiecywane są przez kandydatów na posłów i partie różne chwytliwe rzeczy, które to oni spełnią gdy ich wybierzemy. Np. zlikwidują wszechobecną korupcję, rozprawią się z nepotyzmem (kolesiostwem), zlikwidują biurokrację, zajmą się podatkami, wybudują nowe mieszkania dla najbiedniejszych  itp. itd. W chwili dojścia do władzy realizują oczywiście swój program. Likwidują starą korupcję nagłaśniając kilka takich spraw (oczywiście dotyczących ludzi poprzedniej władzy), o ich "osiągnięciach" na tym polu dowiemy się pewnie po kolejnych wyborach i zmianie rządzących, likwidują nepotyzm tzn usuwają ze stanowisk znajomków poprzedników (i znowu o tym jest głośno) a po cichu w ich miejsce stawiają swoich i to się wtedy nazywa "dobra zmiana". Biurokrację likwidują zwiększaniem urzędników i instytucji ale to nosi nazwę "likwidowania bezrobocia", nowe mieszkania? - no cóż może będą lecz czy dla najbiedniejszych tego nie byłbym taki pewien. W przyszłości może się okazać, że wszystko tak zdrożało i niestety czynsz trzeba podnieść. Poza tym jaka jest szansa utrzymania się "przy żłobie" a jak wiadomo z nie tak odległej historii, każda następna władza zmienia prawie wszystko co uczyniła poprzednia nie dlatego, że jest to złe ale dlatego, "że właśnie zrobili to poprzednicy". I tutaj dochodzimy do chwili obecnej (lipiec 2017). To co dzieje się w naszym Sejmie przypomina XVI-wieczne sejmiki szlachty polskiej. Każdy ma rację a zarazem każdy jej nie ma. Tam czasem do głosu dochodziły szable dzisiaj wyzwiska i obrażanie drugich. No cóż taki naród.
  Ale tak naprawdę to czy była inna możliwość wyboru. Liczyły się głównie dwie największe partie. Jedna rządząca przez dwie kadencje nie spełniła oczekiwań wyborców więc w następnych wyborach wybrali tę drugą. Szybko jednak się okazało, że i ona nie jest tym czego społeczeństwo oczekiwało. Dochodzi do licznych protestów i manifestacji ulicznych ale obecnie rządzących to nie wzrusza. Oni spełniają obietnice wyborcze jakkolwiek by to nie wyglądało i głos ludzi ich nie interesuje. Ale czy można to było przewidzieć? Patrząc z dzisiejszej perspektywy chyba tak. Przecież rządzili już raz niecałą kadencję a ich błąd w ocenie ówczesnej sytuacji i rozpisanie ponownych wyborów, po których myśleli się umocnić spowodował zmianę rządzących. Czyli już wtedy po dwóch latach rządów społeczeństwo powiedziało "dość". I czy wyciągnęliśmy jakieś wnioski? Żadne. Ponownie wybraliśmy tych samych ludzi, daliśmy im władzę chociaż wiedzieliśmy jacy oni są i co potrafią. Chyba, że wyborcy myśleli, że się zmienili. Człowiek może zmienić zdanie ale nie charakter.
 A jaką aktualnie mamy opcję wyboru? Z jednej strony stary, sfrustrowany dążący za wszelką cenę do władzy człowiek, wierzący w teorię spiskową o zamachu na swojego brata, otoczony ludźmi, którzy oczekują,że także zdobędą władzę prawie absolutną a z drugiej strony tzw opozycja bez swojego wybijającego się lidera, której jedynym do tej pory programem jest zniszczyć rządzących. A co dalej jak to się uda?

środa, 20 lutego 2013

Moje harcerstwo

Siedzę sobie przy tytułowej kawie i koniaku i wracam wspomnieniami do lat 70-tych ubiegłego wieku kiedy to należałem do harcerstwa. Postanowiłem spisać to co jeszcze pamiętam z tamtego okresu - obozy, wycieczki, zbiórki i inne wydarzenia związane z harcerstwem. Organizacja ta nosiła nazwę Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP) a jej początki sięgają roku 1918. Reaktywowana po wojnie siłą rzeczy musiała, chcąc w ogóle działać, podporządkować się ówczesnej władzy i o to niektórzy mają do tego związku do dzisiaj pretensje. Lecz dla nas w tym czasie nie ważne było komu podlega lecz co i jak robi. Ciekawe zbiórki, wycieczki, obozy, ogniska czy różne akcje były tym co nas interesowało i cieszyło i w czym chętnie braliśmy udział. Nikt nas nie musiał do niczego zmuszać jak to przeczytałem niedawno na jakimś harcerskim forum gdzie jeden z piszących zarzucał ZHP, że uczestnictwa w akcjach były obowiązkowe. Na pewno do władz Związku przyszło polecenie zorganizowania takiej czy innej ogólnokrajowej akcji i raczej odmowy być nie mogło jednakże przeprowadzone to było tak, że dla każdego uczestnika była to wielka frajda i przygoda a nie przymus. Nie chce tu wybielać poprzedniego ustroju lecz piszę o tym jak my, zwykła młodzież podchodziliśmy do tematu – harcerstwo. W tamtym czasie jak i chyba w chwili obecnej do ZHP mogli należeć wszyscy bez względu na wyznanie czy kolor skóry a drużyny były i są koedukacyjne. Nie wiem komu przeszkadzał taki stan lecz z początkiem lat 90-tych od ZHP oddzieliła się część drużyn tworząc organizację o nazwie Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej (ZHR). Moim zdaniem zrobiła to grupa ludzi, która stwierdziła, że w ZHP kariery raczej nie zrobi i postanowiła stworzyć nową organizację, którą może zarządzać. A łatwiej było rozbić coś co już istniało niż stworzyć od zera nowy byt bez żadnej tradycji. Do tego związku mogą należeć wyznawcy religii katolickiej, drużyny są osobno męskie a osobno żeńskie, trochę inaczej brzmi ich przyrzeczenie i wygląd munduru. My na obozie przy pożegnaniu dnia śpiewaliśmy piosenkę kończąc ją słowami "noc jest tuż", obecnie kończą ją słowami "bóg jest tuż" i nikt z nas się nie zastanawiał dlaczego tak to brzmi pomimo, że prawie każdy z nas chodził na religię (do kościoła a nie do szkoły) i przystąpił do Pierwszej Komunii.
Najgorsze co może się zdarzyć w działalności organizacji młodzieżowej to zarządzanie jej przez osoby dorosłe. Takie "Dorosłe dzieci" jak z piosenki zespołu Turbo. Bo z czasem taka młodzieńcza fantazja przechodzi w zimną kalkulację i politykę a wtedy zabija to wszelkie pozytywne myślenie. Nie myślimy o innych lecz o tym jak się utrzymać na danym stołku i mamy coraz  więcej głupich i bzdurnych pomysłów aby pokazać, że działamy i jesteśmy potrzebni. A piszę to nie baz powodu. Szukając w internecie materiałów dotyczących harcerstwa trafiłem m. in. na taką perełkę – "Regulamin palenia ogniska". Nie instrukcja lecz regulamin. U nas na obozach przy pierwszym ognisku przekazywano wszystkim jak powinno się je palić, jakie są związane z tym obrzędy itp. Nie potrzebny był żaden regulamin. Chyba, że obecnie, o czym nie wiem, aby przekazywać następcom jakąś tradycję potrzebny jest regulamin? I właśnie takie "dorosłe" działanie nie powinno mieć miejsca w tego typu organizacjach. Tylko najpotrzebniejsze konkretne sprawy związane z działalnością i koniec, bez zbędnej całej biurokracji. Tam głównym celem powinna być dobra zabawa, przeżywanie przygód, poznawanie natury i ludzi, słowem radość z dzieciństwa i wieku młodzieńczego a nie palenie ogniska z kartką w ręku i odfajkowywanie tego co już zrobiono.
Czuwaj!

niedziela, 27 stycznia 2013

Krytykant

Przeczytałem na Facebooku list do portalu z filmami dokumentalnymi od jednego z jego użytkowników i muszę przyznać, że "krew mnie zalewa" na takie słowa. Bo obrażanie innych to u nas norma. Jak mam rozumieć słowa "Ja rozumiem, że większość ludzi decyduje się ten śmietnik oglądać, ale decyzja większości jest decyzją głupich". Czyli to, że interesuje mnie coś innego niż tego "pisarza" oznacza, że jestem głupcem i tylko jego zapatrywania są dobre i właściwe. Podobny pogląd chyba jest już znany z niedalekiej przeszłości? Oczywiście znajdują się inni mający podobne zdanie (co jest zupełnie zrozumiałe) lecz dlaczego nie przestaną wchodzić na dany portal. Istnieje przecież wiele innych o podobnym profilu gdzie może znajdą dla siebie odpowiedni dokument. Jest jeszcze inne wyjście. Zamiast krytykować i podejrzewać, że się na tym zarabia, samemu stworzyć coś podobnego. W dzisiejszych czasach stronę internetową można zrobić zupełnie nie znając się na informatyce.  I segregować, układać, przekładać tematy do woli, dmuchać i chuchać a przede wszystkim mieć na niej to co nam odpowiada. Jak już będziemy z tego bardzo dumni i zadowoleni to pozostanie tylko kilka drobnych szczegółów. Opłacić domenę oraz serwer tak aby nam nie zrzucono, że zarabiamy na stronie i już naprawdę dla takiej osoby sprawa marginalna – odpowiadać na komentarze innych nie zadowolonych z takiej strony internautów. Napisałem "marginalna" gdyż jeżeli sami coś krytykujemy to wiemy co chcemy i odpowiedź nie powinna być trudna. Tylko obawiam się, że głównym jej argumentem a możliwe, że i jedynym będzie stwierdzenie – jesteś głupi.

czwartek, 24 stycznia 2013

TVP i abonament

Ciekawym kto pierwszy powiedział, że Telewizja Polska pełni rolę misyjną. Humoru mnie to nie poprawi ale dobrze byłoby znać głównego misjonarza końca XX wieku, gdyż przypuszczam, że to określenie powstało w tym czasie. Wcześniejsze władze raczej takiego języka nie używały a wręcz z nim walczyły. Tak więc jeżeli jesteśmy państwem katolickim to takie określenie telewizji publicznej powinno do wielu osób dotrzeć a co więcej powinny one bez oporu co miesiąc rzucać coś "na tacę". A tu proszę – takie rozczarowanie. Ludzie płacić nie chcą a apetyty "misjonarzy" rosną. Nie interesuje ich zdanie większości obywateli, że robią "chałę", że inne stacje telewizyjne czy radiowe mają ciekawsze propozycje, ich oferty są lepsze, bardziej odpowiadające zwykłemu widzowi. TVP pełni "misję" i dla zarządzających liczą się tylko pieniądze bo bez nich trzeba będzie zlikwidować telewizję publiczną a przecież gdzie indziej takich pensji nie dostaną. Co dziwniejsze inne prywatne stacje tv potrafią się utrzymać bez abonamentów i wiedzie się im całkiem dobrze pomimo mniejszego zasięgu a TVP ma ciągle problemy. Wszystko zrzuca na karb braku pieniędzy. Po co więc utrzymywać ośrodki regionalne, które nadają tylko kilka godzin w ciągu dnia swoich programów a reszta to pasmo wspólne. Jak chcą istnieć to je sprywatyzować i niech sobie radzą a jak się nie utrzymają tzn., że nie są nikomu do szczęścia potrzebne podobnie jak i nasza TVP. Rząd niech sobie stworzy własną telewizję jeżeli jest mu potrzebna, niech ją utrzymuje, zarządza lecz z pieniędzy posłów a nie wymagać od innych płacenia na nieudaczników. Bo chyba inaczej nie można nazwać ludzi zarządzających tę instytucją, martwiących się nie o program (od lat prawie taka sama ramówka, te same filmy, nieciekawe programy itp.) a o kasę. Nie wiele w tej kwestii zmieni nawet cyfryzacja gdyż ludzie w większości nad jakość obrazu przekładają jakość tematu, jego atrakcyjność i dlatego TVP przegrywa z innymi stacjami. Trwa walka o abonament, powstają różne pomysły na jego ściąganie a najnowszy pomysł wydaje się niebezpiecznym precedensem. Otóż mamy płacić wszyscy "haracz" na TVP obojętnie czy telewizor lub radio posiadamy czy też nie. A napisałem 'niebezpieczny" gdyż gdyby takie rozwiązanie weszło w życie to zaraz zaczną tego samego domagać się np. upadające koleje (płać co miesiąc za bilet mimo, że nie jeździsz ale przecież kiedyś może będziesz jechał), podobnie tramwaje, metro, autobusy, będziemy musieli płacić obowiązkowe samochodowe OC pomimo, że auta nie posiadamy itp. itd. A główne wytłumaczenie potrzeby abonamentu jest takie – na Zachodzie tak mają. Ale czy cały czas musimy się na ten Zachód oglądać i nie możemy wymyślić nic swojego tak aby tam powiedzieli – zróbmy tak bo w Polsce tak jest?
Gdy brakuje innych argumentów władze zawsze odnoszą się do Zachodu lecz naszych pensji do tego Zachodu wyrównać nie chcą. A co najdziwniejsze to zawsze biorą to co w naszych warunkach raczej się nie sprawdzi a to co na Zachodzie dobre czy mądre jakoś tego nie widzą i za przykład nie podają.

piątek, 18 stycznia 2013

Sens życia

Tekst znaleziony w sieci.
Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik po majonezie i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami.
Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście
stoczył się w wolna przestrzeń miedzy kamieniami.
Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolna przestrzeń.
Profesor powiedział: "Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie. Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione. Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: Wasze mieszkanie, Wasz dom albo Wasze auto. Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Wasza ciężka prace.
Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie. Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Wasza energię na drobne rzeczy (prace), nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne - czas Waszym dzieciom i Waszemu partnerowi, dbajcie o zdrowie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na prace, dom, zabawę itd. Zważajcie przede wszystkim na duże kamienie - one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek.
Po zajęciach jeden ze studentów wziął słój, wypełniony po brzeg kamieniami, żwirem
 i piaskiem. Nawet sam profesor zgodził się, że słój jest pełny. Student bez problemu wlał do słoja butelkę piwa. Piwo wypełniło resztę przestrzeni - teraz słój był naprawdę pełen.
 Morał z tej historii - nieważne, jak bardzo jest wypełnione Wasze życie, zawsze jest jeszcze  miejsce na piwko:-)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Czy komentarze są nam potrzebne.

Właśnie zastanawiam się nad sensem istnienia komentarzy prawie pod każdym tekstem na portalach informacyjnych. Domyślam się, że osobie, która wymyśliła tę formę kontaktu chodziło chyba o możliwość wypowiedzenia swojego zdania przez czytelnika a dotyczącego przeczytanego artykułu.
Jednakże czytając zamieszczane komentarze odnosi się wrażenie, że piszą tylko osoby, które tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Nie jest to żadna ocena danego artykułu czy wypowiedzenie swojego zdania lecz krytykowanie autora, narzekanie na rząd (obojętnie czego dotyczy artykuł zawsze znajdzie się taki komentarz), obrażanie innych komentujących a mających inne niż on zdanie, wyśmiewanie, obrażanie itp. itd. Ale co mnie wydaje się dziwne to praca tzw. moderatora. Napisałem ostatnio komentarz do jednego z artykułów zamieszczonego na znanym portalu, miał się ukazać po zatwierdzeniu przez moderatora. Niestety, szukałem go na darmo. Ponieważ nikogo w nim  nie obrażałem, nie zamieściłem wyrazów powszechnie uważanych za wulgarne więc nie było sensu go wystawiać. Były za to inne narzekające i obrażające konkretnych ludzi czy partie. W komunie był urzędnik zwany "cenzorem" i on decydował co może się ukazać a co nie ale było to niejako oficjalne i wszyscy o tym wiedzieli. Dzisiaj taka funkcja nazywa się moderatorem a oficjalnie mamy podobno wolność słowa.
Osobiście widzę takie rozwiązanie. Albo zrezygnować z komentarzy albo z moderatora. Niech wypowiedzenie swojego zdania nie będzie anonimowe podpisane "xxx" czy "qwert" lecz związane np. z adresem ID komputera. Do tej pory piszący czują się bezkarnie, obrażają innych a w większości uchodzi im to na sucho i dopinguje do dalszych takich działań. Bo chyba każdy zgodzi się z tym, że napisanie komentarza po tragicznej smierci jednego ze znanych polskich sportowców "I bardzo dobrze - jednego darmozjada mniej" jest chyba skandalem. Lecz gdzie był wtedy moderator? Takich przykładów można by mnożyć. Wystarczy przez chwilę poczytać obojętnie jakie komentarze pod jakimkolwiek artykułem aby zobaczyć, że z jego treścią nie mają wiele wspólnego.
Tak więc może lepiej zrezygnować z dodawania przez czytelników swojego zdania. Nikt nie będzie się stresował czy wpadał w depresję po przeczytaniu o sobie niepochlebnych opinii a zainteresowany danym tematem i tak go przeczyta. Przecież obecnie każdy może mieć w internecie swoją stronę np. w postaci bloga i niech tam wypowiada swoje zdania i opinie o innych lecz już konkretnie pod swoim nazwiskiem. Założę się, że wtedy wyglądałoby to zupełnie inaczej.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Trzy grupy

Nasze państwo podobnie jak i inne, w których panuje demokracja podzielić możemy na trzy grupy: polityków, urzędników i zwykłych szarych obywateli. Napisałem "demokracja" chociaż prawdę powiedziawszy to sam nie wiem jaki u nas jest ustrój. Zauważam, że w zależności od grup i sytuacji ulega on zmianie lecz każdy powołuje się właśnie na niego dlaczego mam być więc gorszy. O tym jak postrzegamy te demokrację napiszę pewnie w innym poście.

A teraz o grupach. Oprócz tych trzech, które wyżej wymieniłem jest jeszcze czwarta – Kościół, która także stara się uprzykrzać życie jak tylko znajduje ku temu sposobność.
Politycy żyją w swoim świecie. Ich nie interesuje dobro innych lecz to jak dokopać komuś z innej partii, komuś kto myśli inaczej niż oni, jak coś jeszcze zepsuć i utrudnić a przede wszystkim jak się wzbogacić. O tych, którzy ich wybrali do rządzenia przypominają sobie co cztery lata jak zbliżają się wybory. Wtedy nagle dostają olśnienia. Widzą ci jest złe, obiecują wszystko na potęgę byle znowu dorwać się do "żłobu" na następne lata. Czy pamięta może ktoś z czytających tego posta kiedy ostatnio uchwalona została przez nich jakaś ustawa ułatwiająca życie zwykłym ludziom. Wszystkie głównie ustawy mają za cel wyciągnąć z naszych kieszeni jak najwięcej pieniędzy. Oczywiście w celu zwiększenia budżetu kraju i lepszego życia. Nikt tylko nie mówi, że chodzi o życie polityków a nie nasze. Może pamiętacie pierwszą ustawę Sejmu po przejęciu władzy od PZPR – podwyższenie diet poselskich. W tym okresie naprawdę była to sprawa najważniejsza dla Polski – głodny poseł nie może rządzić. A wystarczyło by gdyby pieniądze z podatków szły normalnie tam gdzie powinny i sprawa byłaby rozwiązana. Przykład? Proszę – w cenie litra paliwa płacimy podatek drogowy. Przy obecnej ilości samochodów, gdyby te pieniądze rzeczywiście tam szły to mielibyśmy autostrady w każdej wsi. A co mamy? Kilkaset kilometrów, którymi rząd bardzo się chwali z tym, że wybudowanymi za pieniądze pochodzące z Unii. Podobnie sprawy się mają ze służbą zdrowia, podatkami gminnymi itp. Lecz chyba najgorsze jest to, że za złe rządy nikt nie ponosi odpowiedzialności. "Zapomniano" napisać takiej ustawy.

A pomysł na to aby było dobrze jest bardzo prosty. Posłowie sprawują swoje funkcje społecznie, na obrady przyjeżdżają za swoje pieniądze i wykorzystują swój urlop, za wszystko płacą z własnej kieszeni, żadnych ulg i przywilejów i pełna odpowiedzialność, nawet karna za złe działania. A co najważniejsze – poseł nie może być związany z żadną partią. Jest przedstawicielem wybierających go ludzi i ich w rządzie reprezentuje. Partie niech sobie działają tak jak inne organizacje lecz nie mają nic do powiedzenia w sprawach rządów. Ale aby tak było najpierw Sejm musiałby to uchwalić. A przecież nikt normalny nie podcina gałęzi na, której siedzi. I kółko się zamknęło. Pomysł – utopia.
Urzędnicy to druga grupa, która czuje się niezwykle ważna i potrzebna. Petent w ich królestwie traktowany jest jak "zło konieczne". Często przeszkadza w wypiciu kawy czy wzajemnych rozmowach, zadaje trudne pytania i jeszcze ma o wszystko pretensje. W tym miejscu chcę przeprosić wszystkich tych urzędników, którzy swoja pracę traktują poważnie a do klienta podchodzą z uśmiechem i wyrozumiałością lecz na taką o nich opinię "pracowało i pracuje" wielu innych. Polak za granicą też postrzegany jest jak "złodziej i pijak" chociaż znakomita większość to ludzie uczciwi i ciężko pracujący. Bo bardziej dostrzegamy i zapamiętujemy zło niż dobro.

Urzędnik za swoim biurkiem czuje się jak król. On nic nie musi, on może - jak zechce. jak już podpadniesz to będzie cię nekał przepisami, z których sam nie wiele rozumie. Mało tego, on nawet nie musi ich znać w przeciwieństwie do zwykłych obywateli gdyż wymyślono uniwersalny przepis "nie znajomość przepisów nie jest okolicznością łagodzącą". Chcesz prowadzić działalność to znaj wszystkie przepisy zarówno stare jak i te jeszcze nie wymyślone. Bo to tylko kwestia czasu kiedy ktoś w bezsenną noc wymyśli kolejną głupotę, do której trzeba się będzie podporządkować. Tak jak pomysł z płaceniem urzędnikowi za to, że załatwia jakąś sprawę. Czyli osobno płacić za to, że łaskawie przyszedł do pracy, osobno za to, że usiadł i osobno, że wziął się do roboty. A za wypicie kawy to już nie? Lub inny genialny (według mnie) pomysł – podatek od padającego deszczu. Podobno niszczą się rynny, kanały i oczyszczalnie. Kanały w miastach istnieją już od wielu stuleci i dopiero w XXI wieku odkryto niszczący wpływ deszczu na te urządzenia. Wcześniej ktoś wpadł na pomysł płacenia za świeże powietrze, w niektórych kurortach. Powietrza zdrowego już nie ma – opłaty pozostały. Strach pomyśleć za co trzeba będzie płacić za sto lat. Geniusze wciąż się rodzą.
A przecież można tak jak w innych zachodnich krajach (jeżeli tak chętnie nasza władza się na nich wzoruje) korzystać z wszechobecnego Internetu lub telefonu i nie wychodząc z domu załatwiać różne urzędowe sprawy. W obecnej dobie komputeryzacji jest to możliwe a nawet wskazane. Chyba, że w urzędzie komputer służy do tego aby wskazać pani z niego korzystającej, w której szafie leży teczka z moją sprawą (fakt autentyczny).

Obie te grupy nie są produkcyjne (nie piszę tu o pomysłach) więc nie wytwarzają dochodu a utrzymują się z pracy trzeciej grupy – zwykłych obywateli. Zamiast starać się pomóc temu, który na nich pracuje to ze wszystkich stron jeszcze to utrudniają. Ich ogólna arogancja jest widoczna prawie na każdym kroku. Korupcja, nepotyzm to chleb powszedni a dowiadujemy się o tym tylko wtedy gdy ktoś komuś podpadł i trzeba go zniszczyć. I zastanawia mnie jedno – czy tam na górze rzeczywiście myślą, że ludzie są tak tępi i głupi i wierzą we wszystko co oni mówią i nie mają swojego zdania. Jeżeli tak jest to chyba są tam niewłaściwe osoby. Sęk w tym, że gdy znajdą się tam inni, nowi to w niedługim czasie oni także się zmienią. Taka to ludzka natura.
Co do trzeciej grupy to chyba nie ma co się rozpisywać. Ich zadaniem to być ślepym, głuchym, nie myślącym tylko pracującym na wybranych przez siebie "szczęśliwców. A ja się to już znudzi, znowu się skrzykniemy, zrobimy razem jakiś przewrót, potem nastąpi rozłam, powstanie opozycja z niczym się nie zgadzająca (w zależności, która strona będzie rządzić) i tak upłynie dalszych kilkadziesiąt lat i od nowa. To się nazywa tworzenie historii.